Ocknęła się rankiem. Gwałtownie wstała. Chyba jednak trochę za szybko, bo zakręciło jej się w głowie. Szybko oparła się o ścianę i zamknęła oczy. Wszystko jej się przypomniało. Próbowała uspokoić oddech. Udało się. Powolnym i zrezygnowanym krokiem udała się do łazienki. Wyglądała tragicznie. Jak najszybciej musiała z siebie zmyć tą krew. Po rozebraniu się, zakrwawione ubrania ułożyła w stertę, następnie narysowała runę. Po chwili ubrania spłonęły nie paląc niczego innego i nie pozostawiając po sobie kompletnie nic. Zmycie z siebie zaschniętej warstwy krwi trochę jej zajęło. Po zimnym prysznicu owinęła się w ciepły, puchaty, różowy ręcznik, który sięgał jej kolan. Starała się nie powracać myślami do ostatniej nocy. Nie dawało to jej niestety spokoju. Nagle coś jej się przypomniało. Mama... Nadal nie ma o niej żadnych informacji. Nie wie czy tu jest, czy nie. Musi się jak najszybciej czegoś dowiedzieć. Chyba jeszcze nigdy tak szybko się nie ubrała. Wybiegła z pokoju. ,,Ciągle ostatnio gdzieś biegam" zauważyła. Niecierpliwie i natarczywie pukała do pokoju brata. Nikt nie otwierał. Weszła do środka. W pokoju był ogromny nieład. Ubrania wszędzie się walały. Nawet na żyrandolu.
-Dobra. To już jest przesada - wyszeptała.
Jej braciszek smacznie spał częściowo przykryty kołdrą. Podeszła bliżej. Patrzyła się chwilę na jego spokojną twarz i dłużej nie mogła wytrzymać. Wybuchła gromkim śmiechem. Bardzo słodkim, przyjemnym dla ucha, wręcz anielskim śmiechem. Najwyraźniej chłopak przestraszył się, ponieważ spadł z łóżka. Clary jeszcze bardziej zaczęła się śmiać. Jonathanowi jednak nie było do śmiechu. Trzymał się za obolałą głowę i patrzył gniewnie na siostrę, która zginała się już pod wpływem ogromnej radości. Rozcierając obolałe miejsce ręką, wstał chwiejnie. Patrzył złowrogo na dziewczynę.
-Co cię tak bawi? - spytał jeszcze sennie.
Clary uspokoiła się już trochę. Podeszła do łóżka i siadła na brzegu materaca.
-Czy wiedziałeś, że ślinisz się podczas snu? - spytała z uśmiechem.
Chłopak popatrzył na nią zdziwiony. Jego blade policzki przybrały kolor jasnego różu.
-Yyyyy ja nie ... - plątał się.
-Takie obfite ślinienie się może cię doprowadzić do śmierci. Uważaj, bo kiedyś udławisz się przez jej potok - żartowała chichocząc.
Jonathan chwilę patrzył na nią urażony. Po chwili jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Na ustach zaigrał podstępny uśmieszek. Wykorzystał okazję, w której Clary nie zwracała na niego uwagi, tylko się śmiała i podszedł ją od tyłu. Ręce miał przygotowane.
-Ah tak? - spytał.
Lekko przestraszona dziewczyna ledwie odwróciła głowę, by spojrzeć na brata, w jej boki zostały wbije palce brata. Zaczęła się rzucać, próbowała wyrwać. Jednak Jonathan był silniejszy. Nie przerywał tortur w postaci łaskotek, a Clary miała bardzo wrażliwe na tą pieszczotę ciało.
-Dalej ci się chce tak śmiać? Ładnie to tak? Tak bezczelnie straszyć starszego brata i bezkarnie się z niego śmiać? - spytał potulnie.
Dziewczyna zaczynała już płakać ze śmiechu. Powoli brała ją chrypka. Nie mogła wytrzymać. To był jej słaby punkt.
-J-j-jonathan proszę, hahahaha, proszę przestań - piszczała.
Jonathan mimo ogromnej ochoty ciągnięcia tej czynności, przestał. Zlitował się nad siostrą. Rozłożył się na łóżku, ręce zakładając na kark. Clary tymczasem uspokajała oddech. Po chwili chwyciła najbliższą poduszkę i z całej siły walnęła nią brata po głowie. W tamtym momencie nie myślała o niczym. Była radosna, jak kiedyś. Chciałaby, żeby to trwało wiecznie, lecz niestety życie nie jest takie kolorowe, jak się wydaje. Jej brat powoli się podniósł przy okazji chwytając drugą poduszkę. Chciała wybiec szybko z pokoju, ale Jonathan był szybszy i zagrodził jej drogę. Clary chwilę stała z otwartą buzią, ale momentalnie przybrała pozycję bojową.
-Znowu zaczynasz? - spytał Jonathan rzucając się na Clary.
Zaczęła się wojna na poduszki. Dziewczyna była taka szczęśliwa. Uwielbiała swojego brata. Czuła się, jakby go znała od zawsze, choć tak nie było. Wszędzie latały pióra. Śmiechy roznosiły się po korytarzu.
Po około pół godzinie zmęczeni rzucili się na łóżko. Wtedy Jonathan zerwał się nagle i popatrzył na Clary.
-Clary, a tak w ogóle to gdzie byłaś wczoraj w nocy? - spytał z przejęciem w głosie.
Z twarzy dziewczyny zniknął uśmiech. To pytanie ją zmroziło. Automatycznie powróciły przerażające obrazy. Oddech zaczął jej przyspieszać, znowu panikowała. Siadła i oparła łokcie na kolanach, ręce wplatając w rude loki. Oddychała nierówno i głośno. Wyglądała trochę, jak ktoś obłąkany. Jonathan zaczął się obawiać, że coś poważnego się stało. Przybliżył się do siostry.
-Proszę, powiedz mi co się stało i gdzie? Przecież wiesz, że możesz mi zaufać - mówił spokojnym, kojącym głosem.
Clary nic nie odpowiedziała. Ciągle tylko potrząsała głową.Oczy zaczęły jej mgłą. Po paru sekundach nie mogła już powstrzymać płaczu. Ciało rudowłosej było wstrząsane drgawkami spowodowanymi utratą kontroli nad emocjami. Łzy lały się ciurkiem po jej policzkach, mocząc szyję i dekolt. Chciała mu to powiedzieć, ale nie wiedziała jak. Nawet nie mogła się uspokoić. Może kiedy indziej, ale teraz wiedziała, że nie zdoła tego powiedzieć. To był za duży wstrząs.
-Dobrze, już dobrze, nie musisz nic mówić, rozumiem. Jak będziesz chciała to powiedzieć to po prostu powiedz - powiedział i rozłożył ręce. - No chodź tu.
Clary niestety nie mogła tego zrobić, ponieważ czuła się, jak sparaliżowana. Ciągle płakała, nie mogła, nie umiała przestać. Brat widząc to sam się do niej przysunął i ją objął. Ciało dziewczyny było lodowate. Chłopak jeszcze bardziej zacieśnił uścisk. Minęło zalewie parę minut, gdy Jonathan ujął twarz Clary, która nadal roniła łzy. Kciukiem otarł jej parę z twarzy i spojrzał prosto w jej szmaragdowe oczy. Teraz niezwykle się świeciły, wiedział jednak, że to z powodu płaczu. Położył ręce na jej ramionach i wziął głęboki oddech.
-Clary wiem, że to co się stało w nocy musiało być czymś okropnym, ale proszę, błagam, spróbuj o tym zapomnieć. Walcz z tym, walcz z tym demonem. Nie poddawaj się. Pamiętaj, że zawsze będę cię wspierał, cokolwiek się stanie. W końcu to dzięki tobie jestem nareszcie sobą. Nigdy nie pozwolę ci się poddać. A jeśli już nie damy razem rady, kiedy upadniesz, ja będę z tobą. O każdej porze, w każdej chwili i miejscu. Proszę pamiętaj o tym. Jesteś moją ukochaną młodszą siostrzyczką, nie mogę cię stracić. Rozumiesz? Nie mogę. - Przez nadmiar emocji potrząsnął nią lekko. - Nie przeżyłbym bez ciebie. Ojciec traktuje mnie jak broń, potwora, matka nienawidzi podobnie, jak reszta, tylko ty dałaś mi szansę i we mnie wierzysz.
Po zakończeniu swojego wielkiego i szczerego wyznania z powrotem ją przytulił. Nie mógł w to uwierzyć, ale miał wilgotne oczy. ,,A podobno potwory nie płaczą" pomyślał.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że ten też krótki, ale jakoś mi wygodniej krótsze dodawać, także myślę, że rozdziały z reguły będą krótkie. Dziękuję za tyle wyświetleń, jesteście kochani ♥
Pozdrawiam Was serdecznie :D
poniedziałek, 18 stycznia 2016
niedziela, 17 stycznia 2016
Rozdział 25: Mroczna strona człowieka
,,Wiecie tylko wy". Ten właśnie napis, który widniał na lustrze, był napisany ewidentnie krwią. Clary podeszła bliżej i dotknęła litery ,,w". Maź była na pewno krwią, a w dodatku ludzką. Wtedy Jonathan chwycił ją za rękę i bez słowa podszedł do wanny. Nie wiedziała o co mu chodzi, dopóki nie spojrzała w dół. Miała rozcięcie na ręce niebezpiecznie blisko żył, które ciągle krwawiło. Po krótkiej chwili zorientowała się, że w drugiej ręce trzyma sztylet. Nie wiedziała, jak to możliwe. Nie przypomina sobie tego wszystkiego. Nie czuła także, żeby demon przejął nad jej ciałem kontrolę choćby na chwilę. Czy możliwe, że była w jakimś transie? Czy to są jakieś sztuczki tej paskudy? Poczuła nagły przypływ wściekłości, który całkowicie stłumił wcześniejszy strach i zdezorientowanie. Nie zorientowała się nawet, kiedy Jonathan narysował jej Iratze.Po paru chwilach po ranie nie został nawet ślad. Jednak dziewczyna nadal była roztrzęsiona i jakby nieobecna.Chłopak wyprowadził ją z łazienki. Wcześniej jednak zmył napis na lustrze. Posadził siostrę na łóżku i usiadł obok niej. Rudowłosa złożyła ręce na kolanach i patrzyła beznamiętnie w dal.Chłopak nie wiedział co zrobić. Był wściekły. Obiecał sobie, że za wszelką cenę wypędzi tego demona z jej duszy. Tylko musiał mieć jakiś plan, a jak na razie nie miał nic. Jedyne wyjście, które mu na razie pozostało, to wspieranie siostry. I to będzie robił. Nie pozwoli jej się załamać. Dziewczyna chyba powoli wracała do siebie, gdyż jej wzrok stał się już kompletnie wyraźny. Wstała i skierowała się w stronę drzwi. Jonathan zdziwiony pobiegł szybko za Clary. Nie mógł jej teraz odstępować na krok, bo mogło się coś stać w każdej chwili. Razem poszli do kuchni. W pomieszczeniu była Isabelle oraz Jace. Dziewczyna najwyraźniej próbowała ugotować zupę, jednak ,,to coś" zielonego w garnku nie przypominało niczego zjadliwego. Zapach potrawy także nie zachęcał do jej spożycia. Jace siedział przy stole i obracał w ręku jabłko. Najwyraźniej w ogóle nie zamierzał go jeść. Clary udała się do lodówki i wyjęła z niej jogurt naturalny. Biorąc po drodze łyżeczkę siadła przy stole. Jonathan nie wiedząc co innego zrobić, również siadł przy stole. Spojrzenia wszystkich ciągle ukradkowo spoglądały na rudowłosą. Zaczynało ją to już irytować.
-Możecie przestać? - spytała nerwowo. - Jak chcecie coś powiedzieć to to po prostu zróbcie.
Jace podjął pierwszy próbę pogadania z dziewczyną.
-Clary słuchaj... - zaczął. - Tylko proszę nie denerwuj się na nas. Wszyscy myśleliśmy nad tym wszystkim, co się stało i postanowiliśmy, że aż do skończenia sprawy z Valentinem nie będziesz wychodziła poza bramy Instytutu. Tak będzie dla ciebie bezpieczniej.
W dziewczynie aż zawrzało.
_Co proszę?! Zamierzacie mnie trzymać jak w jakimś więzieniu?! Nie macie prawa! Żadnego prawa na to! - wydarła się.
Wszyscy byli oszołomieni jej wybuchem gniewu. Oczywiście każdy był świadomy, że nie będzie zadowolona z takiego obrotu spraw, ale nikt nie spodziewał się aż takiego wybuchu i to od razu.
-Clary spokojnie. - powiedział Jace i chciał położyć dziewczynie rękę na ramieniu, ale czym prędzej się od niego odsunęła.
-Nie! Nie będę spokojna! Zamierzacie mnie traktować, jak zwierzę lub przestępcę?! Dobra Clary, już dobrze, spokojnie, uspokój się. Powtarzam, nie macie prawa! Nie będziecie mi rozkazywać!
W ekstremalnym tempie wybiegła z Instytutu. Biegła tak dłuższy czas. Nie wiedziała dokąd, byle przez siebie. Miała świadomość, że to nie była ona. To demon wyzwolił w niej takie negatywne cechy. Tym razem wygrał. Nadal ma jednak nadzieję, że długo tak nie będzie. Że będzie umiała to powstrzymać. Niestety nie mogła być tego pewna. ,,Nie poddawaj się" ta jedna myśl krążyła jej ciągle w głowie. Zatrzymała się koło parku, po drugiej stronie ulicy był ciemny zaułek. Dlatego, że było już dość ciemno, nie dało się zobaczyć co jest w tym zaułku. Jednak coś lub ktoś tam był. Czuła to. Nie wiedziała czemu, ale jej zmysły były teraz wyjątkowo wyostrzone. Może to z powodu demona, który przesiadywał w jej wnętrzu? Nie wiedziała tego. Po chwili usłyszała śmiechy. Okazało się, że w zaułku była mała grupka nastolatków, trzy, może cztery osoby. Clary poczuła niewyobrażalny głód. Przypuszczała, że demon, który w niej jest żywi się strachem i duszami ludzi. Nie wiedziała skąd taka myśl, czyste przeczucie. W parę sekund była już po drugiej stronie. Jej oczy miały obłąkany wyraz. Grupka przyjaciół musiała być pijana, bo nie zwracali na nią uwagi. To ułatwiało jej zadanie. Kompletnie postradała zmysły. Nie odróżniała już niczego. Demon przejął kontrolę. Najpierw zaatakowała dziewczynę. Dzięki mocy, którą posiadała, stworzyła rzecz, której najbardziej bała się ofiara. Dziewczyna piszczała, odsuwała się od halucynacji wywołanej przez demona, ale to na nic. Jej skóra zaczęła szarzeć. Po krótkim czasie zemdlała ze strachu. Clary demon przystąpiła do uczty. Otworzyła dziewczynie klatkę piersiową. Serce jeszcze biło. Pazurami, które jej wyrosły wyrwała je pospiesznie i przybliżyła do ust. Niewielki szary obłoczek uniósł się z najważniejszego organu i został wchłonięty przez demona. Podobnie stało się z pozostałymi członkami grupki. Nie mieli szczęścia tej nocy. To byłą jedna z najgorszych śmierci jaka mogła ich spotkać. Długa i niezwykle bolesna. Wysysając duszę ostatniej osobie Clary ocknęła się. Z niewyobrażalnym przerażeniem patrzyła na to, co zrobiła. Z obrzydzeniem wyrzuciła serce ofiary. Jej ręce były we krwi, na policzku miała roztartą i zaschniętą czerwoną skorupę. Zdezorientowana i załamana dziewczyna zaczęła płakać, upadła na kolana. Oddychała nierówno. Dostała ataku histerii. Nie mogła uwierzyć, że zabiła ludzi i to w taki bestialski sposób. Zaczął padać gruby i zimny deszcz. Clary odchyliła twarz lekko ku górze. Krople deszczu mieszały się z krwią na jej twarzy. Chwyciła się gwałtownie za włosy i ciągnąc za nie krzyknęła najgłośniej jak potrafiła w przestrzeń. Nie mogła się opanować. Musiała jak najszybciej stąd pójść. Wiedziała już, że ten obraz na długo jej nie opuści. Ledwo wróciła do Instytutu. Nie wybrała jednak tradycyjnej drogi. Postanowiła wejść do swojego pokoju przez okno, wiedziała, że jest otwarte, a w teraźniejszej postaci wdrapanie się tam nie stanowiło dla niej problemu. Wyczerpana i przemoknięta, po dostaniu się na parapet upadła nieprzytomna na podłogę. Zanim straciła z wyczerpania przytomność usłyszała głos demona straszny i wyraźny w jej głowie. ,,To dopiero początek"
==========================================================================
A więc, jest rozdział
Wiem, że sporo osób zapewne mnie opuściło przez ten czas, jednak widzę, że ktoś tam zagląda tu. Wiem, jest krótki. Przepraszam was serdecznie. Bardziej chodziło o to, że nie mam weny i chęci na napisanie kolejnego rozdziału niż czas. On się zawsze znajdzie.
Nie wiem kiedy kolejny, ale mam nadzieję, że uda mi się jak najszybciej :*
Kocham Was, pamiętajcie <3
-Możecie przestać? - spytała nerwowo. - Jak chcecie coś powiedzieć to to po prostu zróbcie.
Jace podjął pierwszy próbę pogadania z dziewczyną.
-Clary słuchaj... - zaczął. - Tylko proszę nie denerwuj się na nas. Wszyscy myśleliśmy nad tym wszystkim, co się stało i postanowiliśmy, że aż do skończenia sprawy z Valentinem nie będziesz wychodziła poza bramy Instytutu. Tak będzie dla ciebie bezpieczniej.
W dziewczynie aż zawrzało.
_Co proszę?! Zamierzacie mnie trzymać jak w jakimś więzieniu?! Nie macie prawa! Żadnego prawa na to! - wydarła się.
Wszyscy byli oszołomieni jej wybuchem gniewu. Oczywiście każdy był świadomy, że nie będzie zadowolona z takiego obrotu spraw, ale nikt nie spodziewał się aż takiego wybuchu i to od razu.
-Clary spokojnie. - powiedział Jace i chciał położyć dziewczynie rękę na ramieniu, ale czym prędzej się od niego odsunęła.
-Nie! Nie będę spokojna! Zamierzacie mnie traktować, jak zwierzę lub przestępcę?! Dobra Clary, już dobrze, spokojnie, uspokój się. Powtarzam, nie macie prawa! Nie będziecie mi rozkazywać!
W ekstremalnym tempie wybiegła z Instytutu. Biegła tak dłuższy czas. Nie wiedziała dokąd, byle przez siebie. Miała świadomość, że to nie była ona. To demon wyzwolił w niej takie negatywne cechy. Tym razem wygrał. Nadal ma jednak nadzieję, że długo tak nie będzie. Że będzie umiała to powstrzymać. Niestety nie mogła być tego pewna. ,,Nie poddawaj się" ta jedna myśl krążyła jej ciągle w głowie. Zatrzymała się koło parku, po drugiej stronie ulicy był ciemny zaułek. Dlatego, że było już dość ciemno, nie dało się zobaczyć co jest w tym zaułku. Jednak coś lub ktoś tam był. Czuła to. Nie wiedziała czemu, ale jej zmysły były teraz wyjątkowo wyostrzone. Może to z powodu demona, który przesiadywał w jej wnętrzu? Nie wiedziała tego. Po chwili usłyszała śmiechy. Okazało się, że w zaułku była mała grupka nastolatków, trzy, może cztery osoby. Clary poczuła niewyobrażalny głód. Przypuszczała, że demon, który w niej jest żywi się strachem i duszami ludzi. Nie wiedziała skąd taka myśl, czyste przeczucie. W parę sekund była już po drugiej stronie. Jej oczy miały obłąkany wyraz. Grupka przyjaciół musiała być pijana, bo nie zwracali na nią uwagi. To ułatwiało jej zadanie. Kompletnie postradała zmysły. Nie odróżniała już niczego. Demon przejął kontrolę. Najpierw zaatakowała dziewczynę. Dzięki mocy, którą posiadała, stworzyła rzecz, której najbardziej bała się ofiara. Dziewczyna piszczała, odsuwała się od halucynacji wywołanej przez demona, ale to na nic. Jej skóra zaczęła szarzeć. Po krótkim czasie zemdlała ze strachu. Clary demon przystąpiła do uczty. Otworzyła dziewczynie klatkę piersiową. Serce jeszcze biło. Pazurami, które jej wyrosły wyrwała je pospiesznie i przybliżyła do ust. Niewielki szary obłoczek uniósł się z najważniejszego organu i został wchłonięty przez demona. Podobnie stało się z pozostałymi członkami grupki. Nie mieli szczęścia tej nocy. To byłą jedna z najgorszych śmierci jaka mogła ich spotkać. Długa i niezwykle bolesna. Wysysając duszę ostatniej osobie Clary ocknęła się. Z niewyobrażalnym przerażeniem patrzyła na to, co zrobiła. Z obrzydzeniem wyrzuciła serce ofiary. Jej ręce były we krwi, na policzku miała roztartą i zaschniętą czerwoną skorupę. Zdezorientowana i załamana dziewczyna zaczęła płakać, upadła na kolana. Oddychała nierówno. Dostała ataku histerii. Nie mogła uwierzyć, że zabiła ludzi i to w taki bestialski sposób. Zaczął padać gruby i zimny deszcz. Clary odchyliła twarz lekko ku górze. Krople deszczu mieszały się z krwią na jej twarzy. Chwyciła się gwałtownie za włosy i ciągnąc za nie krzyknęła najgłośniej jak potrafiła w przestrzeń. Nie mogła się opanować. Musiała jak najszybciej stąd pójść. Wiedziała już, że ten obraz na długo jej nie opuści. Ledwo wróciła do Instytutu. Nie wybrała jednak tradycyjnej drogi. Postanowiła wejść do swojego pokoju przez okno, wiedziała, że jest otwarte, a w teraźniejszej postaci wdrapanie się tam nie stanowiło dla niej problemu. Wyczerpana i przemoknięta, po dostaniu się na parapet upadła nieprzytomna na podłogę. Zanim straciła z wyczerpania przytomność usłyszała głos demona straszny i wyraźny w jej głowie. ,,To dopiero początek"
==========================================================================
A więc, jest rozdział
Wiem, że sporo osób zapewne mnie opuściło przez ten czas, jednak widzę, że ktoś tam zagląda tu. Wiem, jest krótki. Przepraszam was serdecznie. Bardziej chodziło o to, że nie mam weny i chęci na napisanie kolejnego rozdziału niż czas. On się zawsze znajdzie.
Nie wiem kiedy kolejny, ale mam nadzieję, że uda mi się jak najszybciej :*
Kocham Was, pamiętajcie <3
poniedziałek, 12 października 2015
Smutek
Po raz kolejny was przepraszam. Myślałam, że jak wrócę do szkoły to będę miała więcej czasu i chęci na pisanie rozdziałów. Myliłam się. Materiału mnóstwo, czasu mało, ciągle uciekająca wena. Chyba wiecie z czym to się wiąże? Rozdziały będą bardzo rzadko, bo po prostu nie dam rady. Zaniedbałam tego bloga. Bardzo mi smutno, ale nic na to nie poradzę. Jeśli mnie opuścicie to rozumiem. Sama nie wiem, czy bym czytała takiego bloga, w którym pisarka tak się do tego nie przykłada.
Przepraszam :'(
Przepraszam :'(
niedziela, 20 września 2015
Rozdział 24: Siła woli
Znowu ta ciemność. Próbuje się z niej wyrwać. Nic się nie stało. Nie udało się. Jak to możliwe, że nie czuła nic. Przy żadnej utracie przytomności tak nie miała. Umrzeć też nie mogła, bo by jej tu nie było. Byłaby w Niebie lub Piekle. Spróbowała się jeszcze raz postawić ciemności. Znów niepowodzenie. Bezradnie rozejrzała się dookoła, aż zobaczyła przed sobą dwie pary żółtych ślepi. Cofnęła się trochę przerażona. Chwilę później stał przed nią ten sam demon, który ją opętał. Tyle, że teraz ma żółte oczy. Patrzył na nią z radością i rozbawieniem. Ona zaś była wściekła i przerażona.
-Wieszzzz gdzzie jesteśmyy? - zasyczał.
Clary tylko pokręciła głową. Nie czuła się na siłach, aby się odezwać. Nie chciała, żeby jej głos zadrżał.
-Przzzzebyyywamyy w tttwojejjj duusszzzyyy - oznajmił. - Too odd ciiieebiieee zależżżyyy, jakkk długooo zajjjmie mii opanowanieee twojegooo ciałaaa w całościii.
-Nigdy się nie poddam demonie! - krzyknęła. Była zadowolona, że jej głos był silny i pewny. - Będę walczyć do końca!
-Hmmm będzieee ciekawieee - zaskrzeczał i rozpłynął się w ciemności.
Dziewczyna patrzyła jeszcze przez chwilę w miejsce, w którym przed chwilą był jeszcze demon. Po czym próbowała po raz kolejny wydostać się stąd. O dziwo udało się jej to. Znowu mogła poczuć wszystko dookoła. Zapach proszku do prania, czyjś głos i materac pod sobą. Dalej nie mogła się obudzić, ale nie obchodziło jej to. Ważne, że panowała nad swoim ciałem. Nie wiedziała, jak długo to jeszcze może potrwać. Arakiel wyraźnie się z nią drażnił. Chciał dać jej satysfakcję, że jest silniejsza od niego. Zdawała sobie z tego sprawę. Dopiero teraz czuła obecność demona w sobie. Było to dziwne uczucie, jakby ciężar na duszy. Nienawidziła Valentina jeszcze bardziej. Gdyby stał obok niej bez mrugnięcia okiem by go zabiła. I zrobi to. Musi. Tylko najpierw musi pozbyć się demona ze swojego ciała. Może Magnus jej pomoże. Pierwszą podstawową rzeczą jest wybudzenie się. Za wszelką cenę musiała się obudzić i nie stracić panowania nad własnym ciałem, bo inaczej zostanie tu już na zawsze. Z całych sił próbuje się obudzić. Pierwsza próba nic, druga i trzecia także, dopiero za szóstym razem zaczęła się przebudzać. Ledwo co mogła unieść powieki, ale się nie poddawała. Z ogromnym wysiłkiem udało jej się w pełni otworzyć oczy. Obraz był z początku kompletnie zamazany, ale po chwili zaczął się wyostrzać. Czuła ogromną suchość w gardle.Każda część ciała ją bolała. Chciała się podnieść, rozejrzeć dookoła, cokolwiek. Nie mogła wykonać jednak najmniejszego ruchu, ponieważ towarzyszył temu niesamowity ból. Pozostało jej wpatrywać się w sufit i czekać, aż ktoś przyjdzie tu do niej i jej pomoże.
Leżała tu bez ruchu kolejną minutę, godzinę? Nie wiedziała ile już minęło. Jedynym odgłosem jaki dochodził do jej uszu było tykanie zegara. Tik tak tik tak i tak na okrągło. Zaczęły jej się z powrotem zamykać oczy ze znudzenia i zmęczenia. Nie znosiła czekać.Kiedy miała już odpłynąć w sen obudziły ją krzyki dochodzące zza drzwi. Wytężyła słuch na ile mogła, żeby usłyszeć chociaż trochę rozmowy, a może nawet kłótni. Po chwili rozpoznała głosy kłócących się osób. Był to jej brat i Jace. Nie mogło wyniknąć nic dobrego z tego połączenia.
-Daj mi do cholery wejść do środka! Tam jest moja siostra idioto! - darł się Jonathan.
Jace nie ruszył się jednak nawet na krok. Nadal stał z założonymi rękami w drzwiach izby chorych nie przepuszczając chłopaka. Patrzył na niego surowym i wrogim wzrokiem.
-Nie pójdziesz do niej! Ciesz się, że nie zamknęliśmy cię w celi, tylko możesz swobodnie chodzić po Instytucie. Nie zasługujesz na to! - odpyskował Herondale.
-To już nawet nie mogę wiedzieć co jest z moją siostrą?! Masz mnie do niej wpuścić po dobroci albo sam wejdę. - Widać było, że traci cierpliwość, jego oczy przybierały czarną barwę.
-Chciałeś ją zabić! Nie zasługujesz na miano jej brata! - wykrzyknął ze złością.
Jace posunął się o jedno zdanie za daleko, ponieważ Jonathana oczy zrobiły się kompletnie czarne. Czerń zajęła całe jego oczy, nie tylko tęczówkę. Nie mógł opanować ogarniającej go złości. Przybliżał się do Herondale' a powoli, dłonie miał zaciśnięte w pięści. Jace przybrał pozycję do walki. Jednak nie przyjął żadnego ciosu, został jedynie mocno odepchnięty od drzwi. Na tyle mocno, że przewrócił się i upadł boleśnie na plecy. W tym czasie Jonathan otworzył szybko drzwi od izby i wszedł do środka.
-Wieszzzz gdzzie jesteśmyy? - zasyczał.
Clary tylko pokręciła głową. Nie czuła się na siłach, aby się odezwać. Nie chciała, żeby jej głos zadrżał.
-Przzzzebyyywamyy w tttwojejjj duusszzzyyy - oznajmił. - Too odd ciiieebiieee zależżżyyy, jakkk długooo zajjjmie mii opanowanieee twojegooo ciałaaa w całościii.
-Nigdy się nie poddam demonie! - krzyknęła. Była zadowolona, że jej głos był silny i pewny. - Będę walczyć do końca!
-Hmmm będzieee ciekawieee - zaskrzeczał i rozpłynął się w ciemności.
Dziewczyna patrzyła jeszcze przez chwilę w miejsce, w którym przed chwilą był jeszcze demon. Po czym próbowała po raz kolejny wydostać się stąd. O dziwo udało się jej to. Znowu mogła poczuć wszystko dookoła. Zapach proszku do prania, czyjś głos i materac pod sobą. Dalej nie mogła się obudzić, ale nie obchodziło jej to. Ważne, że panowała nad swoim ciałem. Nie wiedziała, jak długo to jeszcze może potrwać. Arakiel wyraźnie się z nią drażnił. Chciał dać jej satysfakcję, że jest silniejsza od niego. Zdawała sobie z tego sprawę. Dopiero teraz czuła obecność demona w sobie. Było to dziwne uczucie, jakby ciężar na duszy. Nienawidziła Valentina jeszcze bardziej. Gdyby stał obok niej bez mrugnięcia okiem by go zabiła. I zrobi to. Musi. Tylko najpierw musi pozbyć się demona ze swojego ciała. Może Magnus jej pomoże. Pierwszą podstawową rzeczą jest wybudzenie się. Za wszelką cenę musiała się obudzić i nie stracić panowania nad własnym ciałem, bo inaczej zostanie tu już na zawsze. Z całych sił próbuje się obudzić. Pierwsza próba nic, druga i trzecia także, dopiero za szóstym razem zaczęła się przebudzać. Ledwo co mogła unieść powieki, ale się nie poddawała. Z ogromnym wysiłkiem udało jej się w pełni otworzyć oczy. Obraz był z początku kompletnie zamazany, ale po chwili zaczął się wyostrzać. Czuła ogromną suchość w gardle.Każda część ciała ją bolała. Chciała się podnieść, rozejrzeć dookoła, cokolwiek. Nie mogła wykonać jednak najmniejszego ruchu, ponieważ towarzyszył temu niesamowity ból. Pozostało jej wpatrywać się w sufit i czekać, aż ktoś przyjdzie tu do niej i jej pomoże.
Leżała tu bez ruchu kolejną minutę, godzinę? Nie wiedziała ile już minęło. Jedynym odgłosem jaki dochodził do jej uszu było tykanie zegara. Tik tak tik tak i tak na okrągło. Zaczęły jej się z powrotem zamykać oczy ze znudzenia i zmęczenia. Nie znosiła czekać.Kiedy miała już odpłynąć w sen obudziły ją krzyki dochodzące zza drzwi. Wytężyła słuch na ile mogła, żeby usłyszeć chociaż trochę rozmowy, a może nawet kłótni. Po chwili rozpoznała głosy kłócących się osób. Był to jej brat i Jace. Nie mogło wyniknąć nic dobrego z tego połączenia.
***
Jace nie ruszył się jednak nawet na krok. Nadal stał z założonymi rękami w drzwiach izby chorych nie przepuszczając chłopaka. Patrzył na niego surowym i wrogim wzrokiem.
-Nie pójdziesz do niej! Ciesz się, że nie zamknęliśmy cię w celi, tylko możesz swobodnie chodzić po Instytucie. Nie zasługujesz na to! - odpyskował Herondale.
-To już nawet nie mogę wiedzieć co jest z moją siostrą?! Masz mnie do niej wpuścić po dobroci albo sam wejdę. - Widać było, że traci cierpliwość, jego oczy przybierały czarną barwę.
-Chciałeś ją zabić! Nie zasługujesz na miano jej brata! - wykrzyknął ze złością.
Jace posunął się o jedno zdanie za daleko, ponieważ Jonathana oczy zrobiły się kompletnie czarne. Czerń zajęła całe jego oczy, nie tylko tęczówkę. Nie mógł opanować ogarniającej go złości. Przybliżał się do Herondale' a powoli, dłonie miał zaciśnięte w pięści. Jace przybrał pozycję do walki. Jednak nie przyjął żadnego ciosu, został jedynie mocno odepchnięty od drzwi. Na tyle mocno, że przewrócił się i upadł boleśnie na plecy. W tym czasie Jonathan otworzył szybko drzwi od izby i wszedł do środka.
***
Kłótnia ucichła. Niewiele słyszała. Zaledwie pojedyncze słowa. Nagle dało się słychać spory huk i jęk bólu. Bardzo chciał się w tym momencie, odwrócić i podnieść, ale nie mogła. Ból był nadal zbyt silny, w dodatku zaczynało ją piec czoło, nie wiedziała dlaczego. Bardziej poczuła niż usłyszała, że ktoś się do niej zbliża. Mimo ogromnego bólu odwróciła głowę. Zobaczyła na sąsiednim łóżku siedzącego Jonathana, który się w nią wpatruje. Przeraziło ją to. Nie to, że to on przyszedł, tylko to, że jego oczy były czarne, a nie zielone. Wyraźnie było widać, że próbuje się uspokoić.
-Jonathan? - powiedziała ledwo słyszalnie Clary. Gardło miała suche jak pieprz.
Chłopak momentalnie oprzytomniał. Skupił na niej jeszcze bardziej swój wzrok. Patrzył się na nią z troską i smutkiem. Czarny kolor z oczu powoli zaczął znikać. Miał właśnie coś powiedzieć, gdy nagle dziewczyna zaczęła przeraźliwie kaszleć, pochyliła się na krawędzi łóżka i zaczęła wymiotować krwią. Przerażony Morgenstern zachował mimo wszystko zimną krew i narysował jak najszybciej na siostrze Iratze. Już po chwili kaszel ustał, a Clary opadła zmęczona na poduszkę.Cała była spocona i rozgrzana.Oddychała ciężko i głęboko. Jonathan patrzył na nią uważnie. Był przygotowany na wszystko. Gdy oddech Clary wrócił do normy odwróciła się w stronę brata i miała zamiar wstać. Jednak chłopak popchnął ją z powrotem na poduszki.
-Nie możesz wstawać, musisz odpoczywać - oznajmił.
-Jonathan proszę pomóż mi dojść do mojego pokoju. Zrobię to z twoją pomocą albo sama - odpowiedziała z mocą.
Morgenstern westchnął i bez słowa do niej podszedł po czym wziął ją na ręce. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję. Powoli wyszli z izby chorych. Na podłodze tuż przy drzwiach nadal leżał Jace, który zaczął się podnosić z wyraźnym wysiłkiem. Nie było już szans się gdziekolwiek schować, zaraz ich zobaczy i zacznie wypytywać o wszystko. Dziewczyna patrzyła na to wszystko i domyślała się, co się tu mogło stać. Wszystko ułożyło się w całość, kłótnia, huk, czarne oczy Jonathana. Herondale już wstał wpatrując się zszokowany w Clary.
-Clary co tu się dzieje? - spytał zdezorientowany.
-Jace później ci wszystko wytłumaczę i odpowiem na twoje pytania, ale teraz chcę się położyć w swoim pokoju.
Chłopak sapnął, ale przytaknął. Teraz patrzył się groźnie na Morgensterna i na jego ręce, w których była rudowłosa.
-Ja ją zaniosę do pokoju, a z tobą policzę się później Morgenstern - warknął i zbliżył się trochę
Jonathan nic nie powiedział, spojrzał na siostrę, a widząc, że kiwa głową oddał ją w jego ręce. Nie zamierzał jednak opuszczać jej na krok. Gdy Jace zaczął wchodzić po schodach, dogonił ich i trzymał się z boku, aż dotarli do pokoju Clary. Przez całą drogę nikt nic nie mówił. Jonathan otworzył drzwi, a Jace położył dziewczynę delikatnie na łóżku. Clary spojrzała w stronę drzwi w poszukiwaniu brata, lecz jego już nie było. Herondale też miał już wychodzić, ale zawrócił, przypominając sobie coś.
-Chciałem tylko cię poinformować, że twój brat ma pokój obok ciebie - odparł bez emocji i wyszedł zamykając drzwi.
Znowu przybrał typową dla niego maskę. Clary nie miała siły na nic, także leżała bezczynnie i wpatrywała się w sufit. Zastanawiała się jak w tak krótkim czasie wszystko może się pozmieniać. Nie żałuje mimo wszystko, że poznała ten świat, ponieważ w końcu ma swojego wymarzonego starszego brata. Jonathan jest według niej wspaniałym bratem. Nie oddałaby go za nic. Nie wiedziała, jak teraz wszystko się ułoży, bo się nie ułoży. Demon jak na razie nie daje o sobie znać. Wie jednak, że on tam jest i już niedługo zaatakuje ponownie, a wtedy może nie mieć tyle siły by go pokonać. Ta myśl nie była zbyt pocieszająca.
Po około godzinnym rozmyślaniu Clary postanowiła w końcu wstać, a przynajmniej spróbować. Podniosła się powoli trzymając się krawędzi łóżka. Po chwili puściła się, ale to nie był dobry pomysł, ponieważ nogi się pod nią ugięły i zakręciło się jej w głowie. Mimo tego, trzymając się ściany szła powoli w kierunku łazienki. Wymagało to od niej nie lada wysiłku. Po dotarciu do umywalki pierwsze co robiła to umyła twarz i zęby. Następnie oparła dłonie na brzegach umywalki i spojrzała w lustro. Jej twarz była mizerna, blada, a przez to bardziej widoczne były jej piegi. Pod oczami miała sine cienie, usta były zaś bardzo suche. Patrząc tak na siebie ujrzała na swoim policzku czarną plamkę. Odkręciła wodę i próbowała ją zmyć, ale nie udawało się jej to. Po chwili plamka się powiększyła i po krótkim czasie jej odbicie było demonem, który w niej drzemał. Teraz uśmiechał się do niej ukazując rząd ostrych jak brzytwa zębów. Dziewczyna zakryła usta dłonią powstrzymując pisk.
-Witttaajjjj Clarissssoo. Chciiiiaaaałłłeeeemm ciiii pooowieeeedziiieć, żeee jeeślii poowieeesz kkoomukolwiek o mnieee to ciiiię zaaaabiję oooorrraaaazz twoooiichh blissskkkiich. Wieeesszzz ttyyyylllkooo tyyy i twójjj brraaat i tttakk maaa pozzzoostać. Miiiiłłłeeeegoooo dniiiiaaa życzzzzęęę.
Zaraz po tym, jak to wysyczał zniknął. Spoglądając w lustro Clary przeraźliwie krzyknęła. Nie umiała ukryć przerażenia. Mimo bólu gardła krzyknęła bardzo głośno. Oniemiała uderzyła z impetem w ścianę i przyłożyła dłoń do ust. Chciała powstrzymać cisnące jej się do oczu łzy. Wtem usłyszała huk otwieranych drzwi. To Jonathan do niej przybiegł. No tak, miał pokój obok. Chłopak wbiegł szybko do łazienki i spojrzał na Clary.
Co się sta... - Nie dokończył widząc wyciągniętą rękę siostry w stronę lustra.
W tej właśnie chwili oboje patrzyli na lustro. Jonathan szczerze oniemiały, a Clary załamana. Dziewczyna była na skraju płaczu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Taka długa nieobecność....
No cóż szkoła, tyle mogę powiedzieć :(
Oceniajcie rozdział. Przyjmę każdą krytykę.
Jak myślicie, co będzie dalej?
Pozdrawiam i do następnego <3
-Nie możesz wstawać, musisz odpoczywać - oznajmił.
-Jonathan proszę pomóż mi dojść do mojego pokoju. Zrobię to z twoją pomocą albo sama - odpowiedziała z mocą.
Morgenstern westchnął i bez słowa do niej podszedł po czym wziął ją na ręce. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję. Powoli wyszli z izby chorych. Na podłodze tuż przy drzwiach nadal leżał Jace, który zaczął się podnosić z wyraźnym wysiłkiem. Nie było już szans się gdziekolwiek schować, zaraz ich zobaczy i zacznie wypytywać o wszystko. Dziewczyna patrzyła na to wszystko i domyślała się, co się tu mogło stać. Wszystko ułożyło się w całość, kłótnia, huk, czarne oczy Jonathana. Herondale już wstał wpatrując się zszokowany w Clary.
-Clary co tu się dzieje? - spytał zdezorientowany.
-Jace później ci wszystko wytłumaczę i odpowiem na twoje pytania, ale teraz chcę się położyć w swoim pokoju.
Chłopak sapnął, ale przytaknął. Teraz patrzył się groźnie na Morgensterna i na jego ręce, w których była rudowłosa.
-Ja ją zaniosę do pokoju, a z tobą policzę się później Morgenstern - warknął i zbliżył się trochę
Jonathan nic nie powiedział, spojrzał na siostrę, a widząc, że kiwa głową oddał ją w jego ręce. Nie zamierzał jednak opuszczać jej na krok. Gdy Jace zaczął wchodzić po schodach, dogonił ich i trzymał się z boku, aż dotarli do pokoju Clary. Przez całą drogę nikt nic nie mówił. Jonathan otworzył drzwi, a Jace położył dziewczynę delikatnie na łóżku. Clary spojrzała w stronę drzwi w poszukiwaniu brata, lecz jego już nie było. Herondale też miał już wychodzić, ale zawrócił, przypominając sobie coś.
-Chciałem tylko cię poinformować, że twój brat ma pokój obok ciebie - odparł bez emocji i wyszedł zamykając drzwi.
Znowu przybrał typową dla niego maskę. Clary nie miała siły na nic, także leżała bezczynnie i wpatrywała się w sufit. Zastanawiała się jak w tak krótkim czasie wszystko może się pozmieniać. Nie żałuje mimo wszystko, że poznała ten świat, ponieważ w końcu ma swojego wymarzonego starszego brata. Jonathan jest według niej wspaniałym bratem. Nie oddałaby go za nic. Nie wiedziała, jak teraz wszystko się ułoży, bo się nie ułoży. Demon jak na razie nie daje o sobie znać. Wie jednak, że on tam jest i już niedługo zaatakuje ponownie, a wtedy może nie mieć tyle siły by go pokonać. Ta myśl nie była zbyt pocieszająca.
Po około godzinnym rozmyślaniu Clary postanowiła w końcu wstać, a przynajmniej spróbować. Podniosła się powoli trzymając się krawędzi łóżka. Po chwili puściła się, ale to nie był dobry pomysł, ponieważ nogi się pod nią ugięły i zakręciło się jej w głowie. Mimo tego, trzymając się ściany szła powoli w kierunku łazienki. Wymagało to od niej nie lada wysiłku. Po dotarciu do umywalki pierwsze co robiła to umyła twarz i zęby. Następnie oparła dłonie na brzegach umywalki i spojrzała w lustro. Jej twarz była mizerna, blada, a przez to bardziej widoczne były jej piegi. Pod oczami miała sine cienie, usta były zaś bardzo suche. Patrząc tak na siebie ujrzała na swoim policzku czarną plamkę. Odkręciła wodę i próbowała ją zmyć, ale nie udawało się jej to. Po chwili plamka się powiększyła i po krótkim czasie jej odbicie było demonem, który w niej drzemał. Teraz uśmiechał się do niej ukazując rząd ostrych jak brzytwa zębów. Dziewczyna zakryła usta dłonią powstrzymując pisk.
-Witttaajjjj Clarissssoo. Chciiiiaaaałłłeeeemm ciiii pooowieeeedziiieć, żeee jeeślii poowieeesz kkoomukolwiek o mnieee to ciiiię zaaaabiję oooorrraaaazz twoooiichh blissskkkiich. Wieeesszzz ttyyyylllkooo tyyy i twójjj brraaat i tttakk maaa pozzzoostać. Miiiiłłłeeeegoooo dniiiiaaa życzzzzęęę.
Zaraz po tym, jak to wysyczał zniknął. Spoglądając w lustro Clary przeraźliwie krzyknęła. Nie umiała ukryć przerażenia. Mimo bólu gardła krzyknęła bardzo głośno. Oniemiała uderzyła z impetem w ścianę i przyłożyła dłoń do ust. Chciała powstrzymać cisnące jej się do oczu łzy. Wtem usłyszała huk otwieranych drzwi. To Jonathan do niej przybiegł. No tak, miał pokój obok. Chłopak wbiegł szybko do łazienki i spojrzał na Clary.
Co się sta... - Nie dokończył widząc wyciągniętą rękę siostry w stronę lustra.
W tej właśnie chwili oboje patrzyli na lustro. Jonathan szczerze oniemiały, a Clary załamana. Dziewczyna była na skraju płaczu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Taka długa nieobecność....
No cóż szkoła, tyle mogę powiedzieć :(
Oceniajcie rozdział. Przyjmę każdą krytykę.
Jak myślicie, co będzie dalej?
Pozdrawiam i do następnego <3
sobota, 5 września 2015
Szkoła
Nwm kiedy ogarnę na dobre bloga. Muszę czytać krzyżaków i takie tam. Piszę codziennie rozdział po trochu, ale to zajmuje długo czasu, także nwm kiedy bd pojawiać się rozdziały.
Przepraszam :'(
Przepraszam :'(
wtorek, 25 sierpnia 2015
LBA
Dziękuję za kolejną nominację ;3
Tym razem dziękuję Tysja
Pytania od Tysji:
1. Ulubione słodycze.
Lody i gorzka czekolada ♥
2. Twoje motto.
,,Żyj życiem ziomuś.
Jakby każda minuta miała być pierwszą
I jakby każda minuta miała być ostatnią" Sulin- Jedna minuta
3. Czego się boisz?
Że stracę bliskie mi osoby
4. Która część DA jest twoją ulubioną? Dlaczego?
Myślę, że ostatnia część najbardziej do mnie przemawia. Hmm dlaczego. Chyba dlatego, że było w niej dużo akcji, Jonathana i Clace ;D <3
5. Jaką książkę chciałabyś mi polecić?
Seria ,,Oddechy"
Niesamowite trzy książki, które wciągają w ich świat i nie wypuszczają. Pierwsza część to ,,Powód by oddychać". Polecę ci także ,,Utrata" to także świetna książka.
6. Ulubiona roślina.
Lawenda
7. W jakim mieście mieszkasz?
Szczebrzeszyn :D
8. Jakiś fakt o Tobie.
Czasami za bardzo daję się ponieść uczuciom ;)
Tym razem dziękuję Tysja
Pytania od Tysji:
1. Ulubione słodycze.
Lody i gorzka czekolada ♥
2. Twoje motto.
,,Żyj życiem ziomuś.
Jakby każda minuta miała być pierwszą
I jakby każda minuta miała być ostatnią" Sulin- Jedna minuta
3. Czego się boisz?
Że stracę bliskie mi osoby
4. Która część DA jest twoją ulubioną? Dlaczego?
Myślę, że ostatnia część najbardziej do mnie przemawia. Hmm dlaczego. Chyba dlatego, że było w niej dużo akcji, Jonathana i Clace ;D <3
5. Jaką książkę chciałabyś mi polecić?
Seria ,,Oddechy"
Niesamowite trzy książki, które wciągają w ich świat i nie wypuszczają. Pierwsza część to ,,Powód by oddychać". Polecę ci także ,,Utrata" to także świetna książka.
6. Ulubiona roślina.
Lawenda
7. W jakim mieście mieszkasz?
Szczebrzeszyn :D
8. Jakiś fakt o Tobie.
Czasami za bardzo daję się ponieść uczuciom ;)
niedziela, 23 sierpnia 2015
Rozdział 23: Rytuał cz. 2
Czuła, że odzyskuje przytomność. Powoli uchyliła swoje powieki. Obraz przed jej oczami był rozmazany. Zamrugała kilka razy. Kiedy nabrała ostrości widzenia próbowała wstać, jednak coś jej to uniemożliwiało. Okazało się, że jest unieruchomiona przez skórzane pasy, które od wewnątrz były chłodne. To były łańcuchy. Clary się mimo wszystko zdziwiła, bo przecież nie była, aż tak silna, żeby rozerwać skórzane pasy. Po co te łańcuchy? W dodatku miała na ustach jakiś skórzany kaganiec. Inaczej nie mogła tego nazwać. Z powodu ograniczonej swobody ruchu musiała nieźle wychylić głowę, żeby mogła zobaczyć, gdzie w ogóle jest.Pomieszczenie nie było duże. Znajdował się tam stół, na którym była przykuta dziewczyna, obok stołu stał mały stoliczek z jakimiś strzykawkami, na betonowych ścianach były półki po brzegi zastawione jakimiś fiolkami, słoiczkami i butelkami. Clary zaczęła intensywnie myśleć. Gdzie ona jest? Przecież kojarzy to miejsce. Rozejrzała się jeszcze po pomieszczeniu. W końcu ją olśniło. Jej zen z matką i Valentinem. Tamten pokój był bardzo podobny. Mimowolnie spojrzała w róg pomieszczenia, ale nie ujrzała tam swojej matki. Na szczęście. Jednak to nie podniosło ją na duchu, ponieważ jej chory ojczulek mógł mieć mnóstwo takich pokoi.Nakazała sobie spokój. Wzięła kilka uspokajających oddechów i czekała. Zastanawiała się, czego chce od niej Valentine? Jaki rytuał chce na niej przeprowadzić. Bała się o Jonathana. Ostatnio widziała go nieprzytomnego po tym, jak Morgenstern coś mu wstrzyknął. Nie wiedziała czy już się obudził czy dalej jest nieprzytomny. Czy leży dalej na tamtej podłodze, czy przenieśli go do pokoju. Zaczynało ją irytować to, że na większość zadanych przez siebie w myślach pytań nie znała odpowiedzi. Panika wróciła do niej ze zdwojoną siłą, gdy usłyszała skrzypnięcie drzwi naprzeciwko siebie. Do środka weszło dwóch podwładnych Valentina. Kogoś nieśli, ale Clary nie wiedziała kto to był ponieważ jeden z nich zasłaniał jej widok. Podeszli do ściany po prawej stronie dziewczyny. Przykuli osobę, którą nieśli do kajdan. Zdziwiona Clary spojrzała jeszcze raz na kajdany. Jak mogła ich nie zauważyć? To pewnie przez ten szok. Przyjrzała się bardziej przykutemu człowiekowi. Czy to Jonathan ?! Nie to niemożliwe?! Dlaczego on tu jest?! Chciała krzyczeć, ale nie mogła wymówić nawet jednego słowa. Mogła tylko bezradnie patrzeć na wszystko dookoła siebie. Ta bezradność ją dobijała. Chciało jej się płakać, ale musiała być silna. Nie mogła okazywać strachu ani słabości. Jak na zawołanie w drzwiach zjawił się Morgenstern z diabelskim uśmiechem na twarzy. Podszedł pewnym krokiem do swojej córki. Zatrzymał się tuż przy jej głowie.
-Jak się spało córeczko? Dobrze? Może chcesz coś powiedzieć - powiedział i zaśmiał się głośno. - A no tak zapomniałem. Nie możesz nic powiedzieć.
Clary patrzyła nienawistnym wzrokiem na Valentina. Cały strach i panika w mgnieniu oka wyparowały, zostawiając samą wściekłość. Zaczęła się szarpać, ale szybko się opanowała widząc rozbawioną minę ojca. O to mu chodziło, chciał ją sprowokować.Czekała cierpliwie na dalszy rozwój sytuacji.
-Ruszajmy w końcu! - wykrzyknął podekscytowany Jace przestępując z nogi na nogę. - Przecież już wiemy, gdzie ona jest. Na co czekamy?!
-Jace uspokój się. Jest druga w nocy, a poza tym moje stado jeszcze nie przybyło - powiedział spokojnie Luke. - Jak wszyscy będziemy w komplecie ruszamy niezwłocznie.
-Jeśli coś jej się stanie nie ręczę za siebie! - warknął chłopak.
-Herondale zamknij się wreszcie! Nie tylko ty się martwisz! - Nie wytrzymała Isabelle. - To nie będzie wina Luke' a, jeśli nawet coś się Clary stanie, tylko Valentina i Jonathana.
-Izzy ty też przeciwko mnie? - spytał zrezygnowany blondyn. - Alec chociaż ty stań po mojej stronie. - Nie doczekawszy się odpowiedzi powtórzył. - Alec?
Wszyscy odwrócili się w stronę Lightwooda, który siedział wygodnie w fotelu patrząc w dal z głupawym uśmieszkiem i jakby zamglonymi oczami. Ocknął się dopiero wtedy, gdy Jace pstryknął swojemu parabatai palcami przed nosem. Zażenowany chłopak rozejrzał się po wszystkich zdezorientowany i lekko się zaczerwienił. nie mógł znieść nagłego zainteresowania się jego osobą.
-Co się dzieje stary? Wyglądasz jakbyś się zakochał - odparł rozbawiony Jace.
-A ty akurat najlepiej wiesz, jak wtedy się wygląda prawda? - odgryzł się ze złością i wyszedł szybko z pomieszczenia.
Oszołomiony Jace stał w miejscu patrząc się na drzwi biblioteki, za którymi zniknął jego parabatai. Nie chciał po sobie tego poznać, ale dotknęły go słowa przyjaciela. Chyba Clary otworzyła mu oczy na wszystko. Wcześniej nie wiedział, jak inni go postrzegają i nawet go to nie interesowało. Przybrał szybko swoją maskę sarkazmu i arogancji.
-Ktoś wie o co mu chodziło? Ja tylko żartowałem - rzekł blondyn.
-On nigdy się tak nie zachowywał. Nie wiem co mu odbiło - powiedziała Isabelle. Zamyśliła się na chwilę po czym dodała dumnie: - Wiem. A co jeśli Alec naprawdę się zakochał?
-Nasz Alec? - spytał rozbawiony Jace.
-A czego by nie? - odparła chmurnie dziewczyna.
-Halo - zawołał niezbyt głośno Luke. - Trochę odbiegliśmy od tematu. Chciałem wam tylko powiedzieć, że sfora i Magnus już są.
-No to ruszamy! - wykrzyknął Jace i wybiegł z biblioteki jak opętany.
Isabelle i Luke tylko przewrócili oczami i ruszyli za nim.
-Jak się spało córeczko? Dobrze? Może chcesz coś powiedzieć - powiedział i zaśmiał się głośno. - A no tak zapomniałem. Nie możesz nic powiedzieć.
Clary patrzyła nienawistnym wzrokiem na Valentina. Cały strach i panika w mgnieniu oka wyparowały, zostawiając samą wściekłość. Zaczęła się szarpać, ale szybko się opanowała widząc rozbawioną minę ojca. O to mu chodziło, chciał ją sprowokować.Czekała cierpliwie na dalszy rozwój sytuacji.
***
Znajdowali się w ogromnej bibliotece. Już od dłuższego czasu prowadzili kłótnie o plan uratowania Clary. W końcu Jace ustąpił i zgodził się na plan Luke' a, ale jak to zwykle bywa coś chłopakowi nie pasowało.
-Ruszajmy w końcu! - wykrzyknął podekscytowany Jace przestępując z nogi na nogę. - Przecież już wiemy, gdzie ona jest. Na co czekamy?!
-Jace uspokój się. Jest druga w nocy, a poza tym moje stado jeszcze nie przybyło - powiedział spokojnie Luke. - Jak wszyscy będziemy w komplecie ruszamy niezwłocznie.
-Jeśli coś jej się stanie nie ręczę za siebie! - warknął chłopak.
-Herondale zamknij się wreszcie! Nie tylko ty się martwisz! - Nie wytrzymała Isabelle. - To nie będzie wina Luke' a, jeśli nawet coś się Clary stanie, tylko Valentina i Jonathana.
-Izzy ty też przeciwko mnie? - spytał zrezygnowany blondyn. - Alec chociaż ty stań po mojej stronie. - Nie doczekawszy się odpowiedzi powtórzył. - Alec?
Wszyscy odwrócili się w stronę Lightwooda, który siedział wygodnie w fotelu patrząc w dal z głupawym uśmieszkiem i jakby zamglonymi oczami. Ocknął się dopiero wtedy, gdy Jace pstryknął swojemu parabatai palcami przed nosem. Zażenowany chłopak rozejrzał się po wszystkich zdezorientowany i lekko się zaczerwienił. nie mógł znieść nagłego zainteresowania się jego osobą.
-Co się dzieje stary? Wyglądasz jakbyś się zakochał - odparł rozbawiony Jace.
-A ty akurat najlepiej wiesz, jak wtedy się wygląda prawda? - odgryzł się ze złością i wyszedł szybko z pomieszczenia.
Oszołomiony Jace stał w miejscu patrząc się na drzwi biblioteki, za którymi zniknął jego parabatai. Nie chciał po sobie tego poznać, ale dotknęły go słowa przyjaciela. Chyba Clary otworzyła mu oczy na wszystko. Wcześniej nie wiedział, jak inni go postrzegają i nawet go to nie interesowało. Przybrał szybko swoją maskę sarkazmu i arogancji.
-Ktoś wie o co mu chodziło? Ja tylko żartowałem - rzekł blondyn.
-On nigdy się tak nie zachowywał. Nie wiem co mu odbiło - powiedziała Isabelle. Zamyśliła się na chwilę po czym dodała dumnie: - Wiem. A co jeśli Alec naprawdę się zakochał?
-Nasz Alec? - spytał rozbawiony Jace.
-A czego by nie? - odparła chmurnie dziewczyna.
-Halo - zawołał niezbyt głośno Luke. - Trochę odbiegliśmy od tematu. Chciałem wam tylko powiedzieć, że sfora i Magnus już są.
-No to ruszamy! - wykrzyknął Jace i wybiegł z biblioteki jak opętany.
Isabelle i Luke tylko przewrócili oczami i ruszyli za nim.
***
Clary patrzyła z przerażeniem na Valentina. Właśnie dowiedziała się na czym miał polegać rytuał. Miał ją zamienić w pół demona, takiego jakim jest Jonathan. Nie mogła w to uwierzyć. W myślach modliła się, aby ktoś ją stąd uwolnił. Ktokolwiek. Domyślała się, że rytuał nie będzie należał do przyjemnych. Nie ukrywała już strachu. Nie było sensu, żeby to robić. Przegrała. Już nie powie Jace' owi, jak bardzo go kocha. Już nie spotka Simona. Już nie będzie tą samą osobą. Valentine krzątał się dookoła niej. Zdołała zauważyć, że namalował wokoło niej pentagram. Na każdym jego ramieniu stała świeca. Na podłodze leżało jeszcze parę fiolek i ogromna księga, a do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna o fioletowej skórze. ,,To na pewno czarownik" - pomyślała.
Czarownik podszedł do pentagramu, podniósł księgę i zaczął mamrotać jakieś łacińskie słowa. Z jego dłoni wyłonił się zielonkawy ogień, który zaczął robić krąg wokoło Clary. Dziewczynę oblał zimny pot. Nagle zerwał się porywisty wiatr. Czarownik mówił coraz głośniej i głośniej. Koło rudowłosej pojawił się czarny dym, który zaczął formować się w przywołanego demona. Po paru minutach koło dziewczyny stał elegancko ubrany mężczyzna.Gdyby nie lekko szarawa skóra, czarne oczy bez białek i ostre długie zęby Clary mogłaby spokojnie go wziąć za zwykłego obywatela. Demon chwile się jej przyglądał by potem przenieść wyrok na czarownika. Valentine przyglądał się temu wszystkiemu z uśmiechem.
-Kkkkktttooo wzzzyyywaa Arrrakiiieeelaaa ?- zaskrzeczał demon.
-To ja cię wezwałem Arakielu. Chciałbym spytać się ciebie czy chciałbyś opętać ludzkie ciało? - spytał czarownik.
-Kuuussszzząca propozzzycja - odparł Arakiel. - Jednak co będę z tego miał?
Czarownik miał się znowu odezwać, gdy wtrącił się Valentine.
-Arakielu nie mów mi, że nie chciałbyś opanować Nocnego Łowcy - podsunął.
-Czzzy ttto ciiiebiie maam opętttttać? - spytał lekko zszokowany demon.
-Ależ oczywiście, że nie mnie, lecz moją córkę, Clarissę. - To rzekłszy wskazał na dziewczynę. - Jedyne co musisz robić to spełniać moje rozkazy. O nic więcej nie proszę.
Arakiel patrzył przez dłuższy czas na Morgensterna rozważając tą propozycję. Dawno już ktoś go nie wzywał. Chciał się w końcu zabawić, a teraz miał okazję. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Jednak wykonywać rozkazy nędznego Nefilim? To nie w jego stylu. Podjął już decyzję. Spojrzał na skrępowaną i przerażoną dziewczynę. Jakże przyjemne będzie jej cierpienie, gdy będzie ją opętywał. Przeniósł swój wzrok na Valentina.
-Podjjjąłemmm juuuż deeecyyyzjjję - rzekł. - Przzzyyyjjjmujjję ttttwojjją prrropozzzycjjję.
Morgenstern uśmiechnął się zadowolony. Wyprosił czarownika i zwrócił się do demona.
-Czyń swoje powinności - powiedział szczerząc się.
Arakiel zaskrzeczał przeraźliwie i przeobraził się w czarną mgłę. Szybko zbliżył się do Clary i wniknął w jej pierś. Na początku nic nie poczuła, jedynie lekkie mrowienie. Ale zaraz potem jej ciało ogarnął niewyobrażalny ból. Zaczęła się miotać jak szalona. Próbowała wydostać się z pęt krępujących jej ciało. Wydawała z siebie nieludzkie odgłosy. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Miała mroczki przed oczami. Oddychała nierówno. Jej ciało dostało niepohamowanych drgawek. Ogromnie chciała drapać całe swe ciało, ale nie mogła. Czuła się jakby płonęła od środka. Jej głowa wyginała się pod dziwnymi kątami. Morgenstern wiedząc co się dzieje oswobodził ją z kagańca. Zaczęła pluć krwią. Valentine wygiął jej głowę tak, aby nie się nie udławiła i w skutku nie udusiła. Był niewzruszony na krzyki i błagania córki. Po długich męczących minutach Clary nie miała na nic siły. Nadal wszystko ją bolało, jednak nie tak piekielnie, jak wcześniej. Czuła metaliczny posmak krwi w ustach. Brała głębokie oddechy, aby się uspokoić. Najdziwniejsze było to, że nie czuła w sobie obecności demona, tak jak tłumaczył jej to Jonathan. Właśnie Jonathan, zapomniała o nim. Szybko wykręciła głowę w stronę chłopaka. To nie był dobry pomysł, gdyż cały obraz się jej zamazał przed oczami. Po paru mrugnięciach odzyskała ostrość widzenia. Jonathan dalej był przykuty do ściany, lecz już nie spał. Próbował wyrwać łańcuchy krępujące go, ale nie dał rady. Metal zazgrzytał. Otwierał usta w niemym krzyku. Clary nie wiedziała o co chodzi. Dopiero po chwili dostrzegła na szyi brata runę. To przez tę runę chłopak nie mógł nic powiedzieć. Patrzyła bezradnie w zdesperowane oczy brata. Widziała w nich wściekłość i nieopisany ból. Nagle dziewczyna syknęła z bólu. Odwróciła głowę momentalnie i ujrzała Valentina wstrzykującego jej coś dożylnie.
-Co to do cholery jest? - spytała. Nie poznała swojego głosu. Był słaby i zachrypnięty.
-Muszę dokończyć rytuał opętania. Po wstrzyknięciu ci tych substancji twoja siła woli osłabnie, a demonowi będzie łatwiej całkowicie cię opętać - odparł spokojnie Morgenstern. - Jeszcze zostało mi tylko to. Po tym, jak wstrzyknę ci ten płyn nie będziesz mogła pokonać Arakiela, chyba że byś się zabiła, a do tego na pewno nie dojdzie.
Wziął do ręki kolejną strzykawkę i przybliżył igłę do skóry Clary. Dziewczyna zamknęła oczy, a po jej policzku pociekła jedna samotna łza. Zapewne ostatnia w jej życiu. Przecież demony nie mają uczuć. A tym się zaraz stanie. Demonem. Już czuła igłę na skórze, gdy rozległ się niesamowity huk. Ktoś rozbił ścianę. Valentine poleciał na podłogę, a strzykawka upadła obok niego. Szkło pękło, a substancja wyparowała błyskawicznie. W powietrzu unosił się pył. Ktoś podszedł do Clary. Odpiął pasy krępujące jej ciało. Dziewczyna czuła, że traci przytomność. To niemożliwe, jak szybko zawsze odpływa. Próbuje walczyć z tym z całych sił. Wie jednak, że nie da rady. Nie wie, kto ją trzyma. ma za ciężkie powieki, by je podnieść. Przed tym, jak utraciła kontakt z rzeczywistością udało się jej wydusić to ostatnie zdanie.
-Uwolnijcie Jonathana i Jocelyn, proszę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Udało się w końcu. Nienawidzę swojego komputera! Wy pewnie też mnie znienawidzicie. Rozdziały pojawiają się bardzo nieregularnie i są marne. Wiem, że przeprosiny nic tu nie zdziałają.
Jest mi bardzo przykro ;c
Kolejny rozdział postaram się w miarę możliwości dodać jak najszybciej, ale wiecie jak to jest...
Pozdrawiam Was serdecznie (Jeśli ktoś jest) <3
Czarownik podszedł do pentagramu, podniósł księgę i zaczął mamrotać jakieś łacińskie słowa. Z jego dłoni wyłonił się zielonkawy ogień, który zaczął robić krąg wokoło Clary. Dziewczynę oblał zimny pot. Nagle zerwał się porywisty wiatr. Czarownik mówił coraz głośniej i głośniej. Koło rudowłosej pojawił się czarny dym, który zaczął formować się w przywołanego demona. Po paru minutach koło dziewczyny stał elegancko ubrany mężczyzna.Gdyby nie lekko szarawa skóra, czarne oczy bez białek i ostre długie zęby Clary mogłaby spokojnie go wziąć za zwykłego obywatela. Demon chwile się jej przyglądał by potem przenieść wyrok na czarownika. Valentine przyglądał się temu wszystkiemu z uśmiechem.
-Kkkkktttooo wzzzyyywaa Arrrakiiieeelaaa ?- zaskrzeczał demon.
-To ja cię wezwałem Arakielu. Chciałbym spytać się ciebie czy chciałbyś opętać ludzkie ciało? - spytał czarownik.
-Kuuussszzząca propozzzycja - odparł Arakiel. - Jednak co będę z tego miał?
Czarownik miał się znowu odezwać, gdy wtrącił się Valentine.
-Arakielu nie mów mi, że nie chciałbyś opanować Nocnego Łowcy - podsunął.
-Czzzy ttto ciiiebiie maam opętttttać? - spytał lekko zszokowany demon.
-Ależ oczywiście, że nie mnie, lecz moją córkę, Clarissę. - To rzekłszy wskazał na dziewczynę. - Jedyne co musisz robić to spełniać moje rozkazy. O nic więcej nie proszę.
Arakiel patrzył przez dłuższy czas na Morgensterna rozważając tą propozycję. Dawno już ktoś go nie wzywał. Chciał się w końcu zabawić, a teraz miał okazję. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Jednak wykonywać rozkazy nędznego Nefilim? To nie w jego stylu. Podjął już decyzję. Spojrzał na skrępowaną i przerażoną dziewczynę. Jakże przyjemne będzie jej cierpienie, gdy będzie ją opętywał. Przeniósł swój wzrok na Valentina.
-Podjjjąłemmm juuuż deeecyyyzjjję - rzekł. - Przzzyyyjjjmujjję ttttwojjją prrropozzzycjjję.
Morgenstern uśmiechnął się zadowolony. Wyprosił czarownika i zwrócił się do demona.
-Czyń swoje powinności - powiedział szczerząc się.
Arakiel zaskrzeczał przeraźliwie i przeobraził się w czarną mgłę. Szybko zbliżył się do Clary i wniknął w jej pierś. Na początku nic nie poczuła, jedynie lekkie mrowienie. Ale zaraz potem jej ciało ogarnął niewyobrażalny ból. Zaczęła się miotać jak szalona. Próbowała wydostać się z pęt krępujących jej ciało. Wydawała z siebie nieludzkie odgłosy. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Miała mroczki przed oczami. Oddychała nierówno. Jej ciało dostało niepohamowanych drgawek. Ogromnie chciała drapać całe swe ciało, ale nie mogła. Czuła się jakby płonęła od środka. Jej głowa wyginała się pod dziwnymi kątami. Morgenstern wiedząc co się dzieje oswobodził ją z kagańca. Zaczęła pluć krwią. Valentine wygiął jej głowę tak, aby nie się nie udławiła i w skutku nie udusiła. Był niewzruszony na krzyki i błagania córki. Po długich męczących minutach Clary nie miała na nic siły. Nadal wszystko ją bolało, jednak nie tak piekielnie, jak wcześniej. Czuła metaliczny posmak krwi w ustach. Brała głębokie oddechy, aby się uspokoić. Najdziwniejsze było to, że nie czuła w sobie obecności demona, tak jak tłumaczył jej to Jonathan. Właśnie Jonathan, zapomniała o nim. Szybko wykręciła głowę w stronę chłopaka. To nie był dobry pomysł, gdyż cały obraz się jej zamazał przed oczami. Po paru mrugnięciach odzyskała ostrość widzenia. Jonathan dalej był przykuty do ściany, lecz już nie spał. Próbował wyrwać łańcuchy krępujące go, ale nie dał rady. Metal zazgrzytał. Otwierał usta w niemym krzyku. Clary nie wiedziała o co chodzi. Dopiero po chwili dostrzegła na szyi brata runę. To przez tę runę chłopak nie mógł nic powiedzieć. Patrzyła bezradnie w zdesperowane oczy brata. Widziała w nich wściekłość i nieopisany ból. Nagle dziewczyna syknęła z bólu. Odwróciła głowę momentalnie i ujrzała Valentina wstrzykującego jej coś dożylnie.
-Co to do cholery jest? - spytała. Nie poznała swojego głosu. Był słaby i zachrypnięty.
-Muszę dokończyć rytuał opętania. Po wstrzyknięciu ci tych substancji twoja siła woli osłabnie, a demonowi będzie łatwiej całkowicie cię opętać - odparł spokojnie Morgenstern. - Jeszcze zostało mi tylko to. Po tym, jak wstrzyknę ci ten płyn nie będziesz mogła pokonać Arakiela, chyba że byś się zabiła, a do tego na pewno nie dojdzie.
Wziął do ręki kolejną strzykawkę i przybliżył igłę do skóry Clary. Dziewczyna zamknęła oczy, a po jej policzku pociekła jedna samotna łza. Zapewne ostatnia w jej życiu. Przecież demony nie mają uczuć. A tym się zaraz stanie. Demonem. Już czuła igłę na skórze, gdy rozległ się niesamowity huk. Ktoś rozbił ścianę. Valentine poleciał na podłogę, a strzykawka upadła obok niego. Szkło pękło, a substancja wyparowała błyskawicznie. W powietrzu unosił się pył. Ktoś podszedł do Clary. Odpiął pasy krępujące jej ciało. Dziewczyna czuła, że traci przytomność. To niemożliwe, jak szybko zawsze odpływa. Próbuje walczyć z tym z całych sił. Wie jednak, że nie da rady. Nie wie, kto ją trzyma. ma za ciężkie powieki, by je podnieść. Przed tym, jak utraciła kontakt z rzeczywistością udało się jej wydusić to ostatnie zdanie.
-Uwolnijcie Jonathana i Jocelyn, proszę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Udało się w końcu. Nienawidzę swojego komputera! Wy pewnie też mnie znienawidzicie. Rozdziały pojawiają się bardzo nieregularnie i są marne. Wiem, że przeprosiny nic tu nie zdziałają.
Jest mi bardzo przykro ;c
Kolejny rozdział postaram się w miarę możliwości dodać jak najszybciej, ale wiecie jak to jest...
Pozdrawiam Was serdecznie (Jeśli ktoś jest) <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)
